Strona główna » Blog » Mauritius » Gdzie spaliśmy na Mauritiusie?
Nasza baza wypadowa i oaza (dosłownie)- Chalet Cardinal w Riambel
Przyznam się szczerze, że Chalet Cardinal zarezerwowałam z dozą niepewności. Niewiele opinii miała ta parterówka, ale była tak urokliwa i kontakt z właścicielem był doskonały, że postanowiłam zaryzykować. Choć jak już wspomniałam oczywiście ubezpieczyliśmy pobyt. Nawet, gdyby coś się wydarzyło do dnia przyjazdu- zwrócono by nam całą kwotę rezerwacji.
Po dotarciu na miejsce z otwartymi ramionami przywitał nas gospodarz. Opowiedział o okolicy, przekazał najważniejsze informacje i zapewnił pomoc w razie potrzeby. Na szczęście ta nie była potrzebna. Domek był świetnie wyposażony, miał dwie sypialnie i dwie łazienki, dużą kuchnię, salon i piękny ogród z tarasem, basenem i bezpośrednim wyjściem na plażę. Dodatkowo cały teren oraz wnętrze było codziennie sprzątane przez przemiłe dwie panie.
Można było w tym miejscu naprawdę wypocząć w ciszy, wśród szumu fal i z włochatymi przyjaciółmi, których najchętniej zabrałabym do domu.
Miejsce to było także doskonałą bazą wypadową. Do parku Chamarel, Tea Factory, podnóży Le Morne mieliśmy naprawdę niedaleko. Północ wyspy stanowiła wyzwanie, ale jakoś nie ciągnęło nas w tamte strony więcej niż jeden raz. Może dwa, bo jeszcze byliśmy w Sir Seewoosagur Ramgoolam Botanical Garden, ale to już nie jest samo południe Mauritiusu.
Jeśli miałabym wrócić na Mauritius to chętnie skorzystałabym znów z wynajmu tego domu.