Strona główna » Blog » Mauritius » To co tygryski lubią najbardziej- plaże na Mauritiusie
To co tygryski lubią najbardziej- plaże na Mauritiusie
Uwielbiam odkrywać nowe plaże. Po to podróżuję po świecie. Mauritius ma aż 89 plaż. Ja widziałam ich skrawek tak naprawdę. Żałuję, że na Mauritiusie nie odwiedziłam wschodniego wybrzeża, ale kto powiedział, że tam nie wrócę za jakiś czas.
Zacznijmy od południa, czyli tam gdzie stacjonowaliśmy. Plaża, przy której znajduje się chalet nazywa się Riambel Beach. Prezentuje się tak:
i tak właśnie cały czas wyglądała. Cisza, brak turystów, kojące odpływy, szumy oceanu przy przypływach i hen hen sięgająca rafa koralowa. Można było urządzać sobie po niej bezkresne spacery, czy brodzić w wodzie sięgającej do kolan 😀
Plaża Gris Gris
Teraz przenieśmy się w stronę wschodu- na plażę Gris Gris. Miejsce te to nie tylko ta plaża, na której można gapić się w bałwany morskie, ale także świetny teren do spacerowania. Las dookoła plaży wygląda jak kraina Hobbita. Idąc wzdłuż wybrzeża można dotrzeć do malutkiego wodospadu. Pamiętaj jednak, że tylko podczas odpływu jest to możliwe i bezpiecznie. Ocean nie jest tu dla nas łaskawy, a kąpiele w tym miejscu mogą się skończyć tragicznie.
Gris Gris skrywa w sobie też malutką tajemnicę- jaskinię. Nam nie udało się tam dotrzeć, bo odpływ nie był wystarczająco duży, aby móc bez szwanku do niej wejść i z niej wyjść. Bynajmniej znajduje się ona od strony parkingu. Jeśli tam będziesz i uda Ci się, to podeślij fotkę 😉
Plaża Le Morne Mauritius
Ok, cofamy się teraz w stronę Riambel i uderzamy na Le Morne Beach.Jak dla mnie jest to najładniejsza plaża na Mauritiusie, na której oczywiście byłam. Panuje tu taki karaibski klimat. Gdzieś tam gra muzyczka, ludzie siedzą w grupkach i biesiadują, zasadzone są palmy (wreszcie 👏), ocean spokojnie szumi.. po prostu sielski chill… aż nie chciałam stamtąd wracać.
Wejście do oceanu jest tu łagodne, a każde selfie wzbogacone jest słynną górą Le Morne, która trzeba przyznać- pięknie się prezentuje.
Flic en Flac Mauritius
Przenieśmy się trochę na zachód wyspy, a mianowicie na plażę Flic en Flac. Niestety nie znalazłam tego kawałka plaży z katalogów, ponieważ znajdowała się ona na terenie hotelu. Jednak spędziliśmy czas ciut bliżej Flic en Flac na plaży publicznej z naturalnym cieniem.
Można było tam też coś przekąsić, czy napić się zimnego napoju, a także dla potrzebujących- skorzystać z pobliskiego kantoru. Plaża ładna, piaszczysta, ale nie zrobiła na mnie oszałamiającego wrażenia, a zdjęcia są robione po południu, więc też szału nie ma.
Trou aux Biches, a właściwie bardziej Mont Choisy Beach
Mont Choisy Beach biegnąca do Troi aux Biches znajduje się za szeregami iglastych drzew, pomiędzy którymi usadowione są ławeczki ze stołami, by móc spokojnie zjeść posiłek. Sama plaża jest szeroka, piaszczysta, idealna na całodzienne kulajanie się w piasku i taplanie w wodzie, wyglądającej jak tafla jeziora.
Z kolei Troux aux Biches to również kawałek plaży hotelowej, na której rośnie kilka palm, a ocean tworzy tam do południa feerie turkusowych barw. Zawiedzony/a? Ja też byłam 😉
Północne plaże na Mauritiusie
Uderzamy na północ. Tam czeka na Ciebie plaża Anse La Raie Beach, Butte À L’herbe i Bain Boeuf Public Beach. Wszystkie te plaże są urokliwe, bardzo spokojne, ale też wąskie. Bardziej przyjemny będzie na nich piknik, niż plażowanie. Zdecydowanie na każdej z nich można złapać oddech i trochę poleniuchować, choć czasami przemawia poczucie, że jest się nad brzegiem jeziora, a nie oceanu:)
Koniec opowiastek o plażach, przejdźmy do innych atrakcji na rajskiej wyspie!