Strona główna » Blog » Mauritius » Kuchnia na Mauritiusie
Kuchnia na Mauritiusie
Jedzenie na wyspie opiewa przede wszystkim w ryby i owoce morza. Są one świeże i pyszne. Jak pewnie wiesz, niewiele potrzeba tym potrawom, aby były one po prostu doskonałe. Tak też przyrządzają je maurytyjczycy- prosto, na grillu lub palenisku z dowolnymi dodatkami. Na Mauritiusie królują także potrawy z curry- ryż z kurczakiem, wspomnianymi owocami morza lub w wersji wege. Popularne są street foody, które serwują przekąski smażone w cieście na głębokim tłuszczu lub lokalne potrawy jak Farata, Rougaille, czy Briyani. Znajdziemy tu też europejskie naleciałości- kuchnię włoską, francuską, czy dania typu fast-food.
Jeśli chodzi o ceny dań, to uważam, że są one na takim samym poziomie, jak obecnie w polskich restauracjach. To samo tyczy się marketów. Pamiętam, jak poszłam do jednego z nich i dziwiłam się, że jajka kosztują ponad 10zł, a masło 8zł. Po powrocie do domu zauważyła, że na półkach w naszych sklepach ceny szybko dobiły do tych maurytyjskich.
Gdzie jedliśmy na Mauritiusie?
Wiem, że każdy lubi dobrze zjeść i posmakować czegoś innego lub po prostu wcinać to co lubi. Dlatego posiłki w moim wpisie zajmą więcej miejsca 😉
Street food i lokalne restauracje na Mauritiusie
W pierwszy dzień znaleźliśmy posiłek pośród straganów odzieżowych. Po locie, odbiorze samochodu i rozpakowaniu się byliśmy już naprawdę głodni. Szukając podstawowych ubrań dla kolegi, którego bagaż został we Francji, odkryliśmy sympatycznego pana, który przyrządzał ryż z kurczakiem w ogromnym stalowym kotle. Długo się nie zastanawiając skorzystaliśmy z pożywnego posiłku i naładowaliśmy baterie na resztę dnia.
Naszą ulubioną knajpką na wrzucenie czegoś do żołądka była spicy kuchnia, którą prowadziło wspaniałe małżeństwo- 44 Spice & Wok Fusion Cuisine obok stacji Total. Natomiast drogę ze sklepu umilały nam przekąski zakupione u wyluzowanych gości z Chez Até.
Kilka razy też stołowaliśmy się w Restaurant bistro anvers bel ombre mauritius, ale widzę, że ogólna ocena jest ciut gorsza niż była wtedy, kiedy my tam byliśmy. Nie zrażaj się, bo nie dotyczy ona w ogóle jedzenia. Posiłki są tam pyszne i w przystępnych cenach. Wyluzuj, jesteś na wakacjach, nigdzie nie musisz się spieszyć 😉
Jedzenie na maurytyjskich plażach
Pierwszym naszym przystankiem w planie zwiedzania było północne wybrzeże. Tam obok kościoła Notre-Dame Auxiliatrice de Cap Malheureux, znajduje się restauracyjka Lakaz Sandrine. Właściciele wypływają w ocean na łowy, a później otwierają przed Tobą lodówkę z świeżymi rybami, owocami morza i możesz sobie wybrać, która sztuka idzie na grilla, a później do Twojego brzucha.
Nie jest tam najtaniej, ale przyjemnie. Klimat tworzy w tym miejscu plaża, dryfujące łódki i drzewa uginające się do tafli oceanu oraz oczywiście zapach pysznego jedzonka.
Na plaży jedliśmy też z drugiej strony wyspy- przy Le Morne Beach. To był typowy street food, ale bardzo dobry. Niestety nie ma go oznaczonego na mapie Mauritiusu, ale był tuż obok Lepap ice cream.
Pizza- musi być zawsze i wszędzie!
Z pizzą mieliśmy bardzo ciekawą historię. Na mapie widnieje pizzeria Allison, oferująca dania na wynos. Spragnieni glutenu wybraliśmy się zatem na spacer, by zaopatrzyć się w placka i zjeść go siedząc zadkiem w piasku. Szliśmy według mapy. Jak się okazało nie była to jednak krótka droga, jaką pokazywało google. W międzyczasie dwa razy się zgubiliśmy, bo trafiliśmy na ślepe uliczki, ochoczo wkraczają na czyjąś posesję.
Robiło się już ciemno i wiedzieliśmy, że z plażowych planów już nici. Głodni i delikatnie poirytowani wreszcie znaleźliśmy prawidłową drogę, która prowadziła przez nieciekawą okolicę, pola kukurydzy i hacjendy, które tylko przypominały domy. Z dreszczykiem adrenaliny dotarliśmy na miejsce, jednak pod wskazanym adresem nie znaleźliśmy opisanej pizzeri. Zrezygnowani wreszcie spytaliśmy małe dziewczynki skaczące w gumę, czy nie wiedzą może gdzie jest pizzeria Alisson. W podskokach zaprowadziły nas pod adres, pod jakim wylądowaliśmy wcześniej i kazały zadzwonić domofonem. Faktycznie nad przyciskiem było napisane : Pizza, a pod spodem numer telefonu.
Głodni pospiesznie zadzwoniliśmy domofonem, a damski głos kazał nam poczekać. Zza bramy wyszła Maurytyjka ubrana na biało w wielkiej białej czapce kucharza, spisała zamówienie na karteczce i zamknęła bramę. Nie wiedzieliśmy czy zaraz zawali się pod nami ziemia i trafimy do lochu, czy zamiast pizzy dostaniemy kilogram kokainy. Jednak po 15 minutach naszym oczom ukazały się dwa kartony świeżej, pachnącej i pysznej pizzy, która nie dotrwała do domu, bo została pochłonięta po drodze. Do naszego lokum trafiliśmy już bez żadnych przygód. Chyba było nam już wszystko jedno 😀
Wtedy to właśnie zorientowałam się, że jestem tu bezpieczna.