...
Napisz do mnie lub zadzwoń!
Marta Marciniak
copywriting@martamarciniak.com
+48 518 083 884

Co warto zobaczyć będąc Kenii?

Obowiązkowym punktem każdej wycieczki do Kenii jest SAFARI! Nawet jeśli myślisz, że ta wyprawa nie jest dla Ciebie, jedź i się przekonaj. Uwierz mi-warto. Po drodze na Safari można także skorzystać z wizyty w lokalnej wiosce Masajów, która jak pewnie się domyślasz, została stworzona dla turystów. Kolejnym punktem jest też bazar z pierdołami. Można się tam fajnie potargować i znaleźć coś ciekawego, związanego z Sawanną, ale nie trzeba tam kupować. Przy hotelach jest sporo takich miejsc, więc wybór zostawiam Tobie. W Kenii można wybrać się także w głąb Oceanu Indyjskiego. Snurkowanie, wizyta na wyspie Wasini, obserwacja delfinów- to kolejna ciekawa wycieczka, na którą zdecydowanie warto się udać. Jednak po kolei. Zacznijmy od Safari!

Safari Park Tsavo East

Wycieczkę rozpoczęliśmy o godzinie 3 w nocy. Najpierw przyjechał po nas bus, a później przesiedliśmy się do efektownego samochodu Toyota Land Cruiser. Dołączyły do nas dwie dziewczyny z innego hotelu, więc cała wycieczka była bardzo kameralna. Jechaliśmy długo, a nawet bardzo. Po drodze obserwowaliśmy codzienne życie w Kenii, czasami przymknęło się oko, jednak warto mieć je szeroko otwarte, bo można przyjrzeć się mniej turystycznym miejscom i spojrzeć na Kenię z innej strony. Kierowca, który nas wiózł był naprawdę świetny. Jadąc po tych drogach, wynajętym samochodem, na pewno nie dalibyśmy sobie rady. Nie tylko chodzi tu o stan dróg, który bogaty jest w kratery, ale natężenie ruchu jest ogromne i właściwie każdy jeździ tam jak mu się podoba. Z podziwem patrzyłam na refleks i pomysłowość naszego drivera, jak tu przemknąć pomiędzy samochodami, nie stojąc w korkach. Dobrze, że jechaliśmy takim samochodem, bo mogliśmy sobie pozwolić na jazdę na przykład poboczem lub podjazd pod wysokie krawężniki 😀 

Po drodze do Parku zatrzymaliśmy się we wspomnianej wcześniej wiosce Masajów, ale o niej za chwilę. 

Do bram Parku dotarliśmy bodajże o 8 rano. Cyknęliśmy pamiątkową fotkę i ruszyliśmy w poszukiwaniu wielkiej 5! Park Narodowy Tsavo East, położony w południowo-wschodniej Kenii, to jeden z najstarszych i największych Parków Narodowych w tym kraju, a także jeden z największych rezerwatów dzikiej przyrody na świecie. Razem z Parkiem Narodowym Tsavo West tworzy rozległy ekosystem o powierzchni około 22 000 km², z czego Tsavo East zajmuje imponujące 13 747 km². Jest to prawdziwa ostoja bioróżnorodności. 

Tsavo East charakteryzuje się przede wszystkim rozległymi, płaskimi równinami sawanny i suchymi stepami, które w porze deszczowej ożywają bujną zielenią. Nazwa parku pochodzi od obszaru, który niegdyś znany był jako półpustynia Taru. Przez park przepływa rzeka Galana (powstała z połączenia rzek Athi i Tsavo), która jest prawdziwym kręgosłupem życia dla wielu gatunków zwierząt, tworząc bujne korytarze zieleni w często surowym krajobrazie.

My w Tsavo byliśmy w listopadzie i Savanna była wnet bardzo zielona. Wtedy też zwierzęta nie migrują, a bytują w stałych miejscach. Dlatego  nie zawsze można je wszystkie spotkać w wielkich stadach, a trzeba trochę się ich naszukać. 

Safari w Kenii w porze deszczowej

Tak więc nasza przygoda rozpoczęła się na dobre. Bacznie obserwując otoczenie, poszukiwaliśmy afrykańskich zwierząt. Jako pierwsze ukazały się nam słonie. Nie wiem czy wiesz, ale w Tsavo East jest ich najwięcej. W czasie kąpieli pyłowych pokrywają się one czerwonym piaskiem. Jest to bardzo charakterystyczny znak tego Parku. Stały sobie one spokojnie, skubały roślinki, a małe ganiały się po sawannie. My w tym czasie przecieraliśmy oczy ze zdumienia, łapaliśmy za aparaty i fotografowaliśmy te ogromne oraz piękne istoty. W momencie, gdy za bardzo zaczęliśmy im przeszkadzać, oddaliliśmy się, aby odkryć kolejne zwierzęta. 

Po drodze witały nas antylopy, kudu mniejsze, gerenuki, impale, elandy, dik-diki. Przez drogę przebiegały strusie, a inne ptaki urządzały sobie niesamowite trele w koronach drzew. Nadszedł czas na przerwę. Dojechaliśmy więc do naszego hotelu na obiad. Miejsce te wyglądało jak dom Króla Lwa. Naprawdę! Cały hotel usadowiony jest na skale, natomiast u jego podnóży rozpościera się widok na sawannę i wodopój dla jej mieszkańców. O samym hotelu opowiem w tej zakładce. Jednak już tu wspomnę, że mogłabym spędzić w nim cały tydzień. Po obiedzie ruszyliśmy w poszukiwaniu lwów.

Nasz przewodnik cały czas opowiadał nam o różnorodności tego miejsca, fantastycznych zwierzętach, a także niestety o bestialstwie, które przyczynia się do zmniejszenia populacji lwów, czy nosorożców, jakie są zagrożone wyginięciem. Nagle przewodnik dostał wiadomość, że w pewnym miejscy można spotkać lwy. Z impetem ruszyliśmy w ich kierunku, aby nie przegapić niepowtarzalnej okazji. Faktycznie, były tam. 3 samice odpoczywały w trawie, natomiast samiec schował się w cieniu pod krzewem i nie wyścibił nawet nosa. Ze stoickim spokojem patrzyły w naszą stronę, jednak nie miały najmniejszych chęci, aby pokazać nam się w pełnej okazałości. 

Dane nam było również zobaczyć lwicę, która wylegiwała się na kopcu. Kolejno dostrzegliśmy zadek lamparta i moje ulubione zwierzę- guźca 😀 Kiedy zapadał zmrok wróciliśmy do hotelu na kolację i odpoczynek, bo jutrzejsza pobudka była zaplanowana na 5 rano. 

Jeśli jesteś wrażliwy na robaczki, to muszę się ostrzec- na terenie hotelu jest ich tyle, co w Królu Lwie, kiedy Pumba odkrył konar drzewa. Oczywiście nie ma ich w pokojach, natomiast w otwartych częściach jest ich multum. Nie zrobią one oczywiście człowiekowi krzywdy, ale są i warto o tym wiedzieć 😉 Po hotelu biega również dużo jaszczurek i góralek. Także nie zagrażających nikomu. 

Nazajutrz ruszyliśmy na poranną obserwację przyrody. Spotkaliśmy żyrafy wraz z młodymi, antylopy, zebry, wielkie kopce termitów i oczywiście słonie. Drapieżniki o poranku smacznie spały schowane w głębi parku. Kiedy przewodnik zapytał, jakie jeszcze zwierze chcemy spotkać, odparłam: Poproszę jeszcze raz guźca i możemy wracać. Moja prośba została spełniona. Stał piękny Pumba przy drodze, po czym z ogonem w górze powędrował w siną dal. 

Przygodę w Parku Narodowym w Kenii trudno opisać słowami. Trzeba to po prostu przeżyć. Nam tak się podobało, że bardzo chętnie wrócimy na tygodniową wyprawę po sawannie wraz z nocnym safari. 

Szczególne podziękowania należą się Iwonie, która wraz ze swoim mężem prowadzi firmę turystyczną, kreującą safari i inne wycieczki w Kenii. Organizacja wyprawy była dopięta na ostatni guzik i przebiegała w doborowym towarzystwie. 

Warto pamiętać o napiwkach dla kierowcy i przewodnika ( dla każdego na koniec wyprawy i od całej grupy). 

Wizyta u Masajów

Masajowie to jedna z najbardziej rozpoznawalnych grup etnicznych Afryki, zamieszkująca przede wszystkim tereny południowej Kenii (zwłaszcza okolice Rezerwatu Narodowego Masai Mara, Amboseli) oraz północnej Tanzanii. Ich kultura i tradycje są niezwykle bogate i unikalne, choć w obliczu globalizacji stoją przed wieloma wyzwaniami.

Masajowie są znani ze swojego charakterystycznego wyglądu: wysocy, szczupli, z wyprostowaną postawą. Ich tradycyjnym ubiorem są shuka, czyli czerwone (lub niebieskie, fioletowe, zielone) kraciaste koce, często przypominające szkocką kratę. Dawniej wykonywane ze skór zwierząt, dziś zazwyczaj są to bawełniane tkaniny. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni noszą wielobarwną biżuterię z koralików, która nie tylko ozdabia, ale według ich wierzeń ma magiczne moce, np. chroni przed chorobami. Masajscy mężczyźni często posiadają wydłużone płatki uszu, w których noszą ciężkie ozdoby. Młodzi wojownicy tradycyjnie farbują długie, splecione włosy ochrą.

Wioski Masajów, zwane manyatta, składają się z okrągłych chat budowanych z gliny, popiołu, drewna i krowiego łajna. Dach kryty jest trawą i liśćmi palmowymi. Budową domów zajmują się kobiety, co zajmuje im około trzech miesięcy. Wioski są otoczone solidnym płotem z kolczastych akacji, chroniącym przed dzikimi zwierzętami.

Masajowie są znani z dumy, godności i silnego poczucia odrębności. Ich kultura jest pełna rytuałów i ceremonii. Podczas wizyty w ich wiosce mogliśmy wziąć udział w tańcu Adumu, jaki jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów masajskiej kultury. Mężczyźni wykonują wysokie skoki na prostych nogach, prezentując swoją siłę i zwinność. Często zapraszają turystów do wspólnego tańca. Przy tym odbywają się śpiewy. Masajowie mają bogatą tradycję wokalną. Mężczyźni śpiewają rytmiczne pieśni, często z charakterystycznymi ruchami szyi (call-and-response), podczas gdy kobiety nucą kołysanki i pieśni pochwalne.

Podczas wizyty mogliśmy wejść do ich chat, odwiedziliśmy szkołę, wznieciliśmy ogień dzięki drewnianemu patykowi, kupię słonia i suchej trawy. Z perspektywy czasu myślę, że było to bardzo ciekawe doświadczenie. Pomimo tego, że wycieczka była komercyjna, pokazali oni nam swoje prawdziwe życie, które zgoła odbiega od naszej codzienności… 

Przejdźmy teraz do wycieczki na otwartej ocean i  rejsu na wyspę Wasini!

Wyspa Wasini, snurkowanie i obserwacja delfinów

Nie byliśmy sobą, gdybyśmy nie skorzystali z wycieczki łodzią, a tym bardziej ze snurkowania. Dobrze wiemy, że Ocean Indyjski to bogactwo rafy koralowej i morskich zwierząt. Dlatego również dzięki Iwonie ruszyliśmy w rejs!

Z wesołą załogą popłynęliśmy najpierw w poszukiwaniu delfinów. Długo nie musieliśmy czekać, aby dostrzec pierwsze płetwy. Pech chciał, że akurat trafiliśmy na okres godowy delfinów i nie mogliśmy do nich wskoczyć, jednak ich obserwacja z poziomu łodzi była wystarczająca. Pływały wokół łodzi, robiły radosne wyskoki i ganiały się nawzajem. Kiedy stwierdziły, że mają nas dość, popłynęły w głąb oceanu, a my ruszyliśmy na snurkowanie. 

Jeśli mam być szczera, to oczekiwałam, że rafa w Kenii będzie bardziej bogata. Być może jest to kwestia lokalizacji, jednak nieszczególnie można było dostrzec kolorowe rybki, czy piękne ukwiały. Aczkolwiek dobrze było się przepłynąć i trochę zmęczyć. Takim sposobem dotarliśmy do brzegu Wasini Island.

Wyspa Wasini leży około 75 km na południe od Mombasy i około godziny jazdy od Southern Palms Beach. Jest to idealne miejsce dla tych, którzy szukają ucieczki od zgiełku i pragną zanurzyć się w autentycznej kulturze Suahili. Na Wasini nie ma dróg ani samochodów, tylko ścieżki z ostrych korali lub piasku. Wyspa jest zamieszkana przez społeczność Vumba, która żyje w zgodzie z tradycjami Suahili. Odwiedzając wioskę rybacką, można poznać lokalne zwyczaje, zobaczyć tradycyjne domy zbudowane z kamienia koralowego i palmowych liści, a także nabyć rękodzieło, takie jak naszyjniki i bransoletki z muszelek. Miło było tu gościć i zjeść krabowy obiad. Po sielskim odpoczynku wróciliśmy na dhow i podryfowaliśmy na ląd kenijskiej ziemi. 

Marta Marciniak
Marta Marciniak
https://www.palmamiodbila.pl

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Cookie Policy

Seraphinite AcceleratorOptimized by Seraphinite Accelerator
Turns on site high speed to be attractive for people and search engines.