Strona główna » Blog » Kraj » Dominikana » Co można robić w Dominikanie?
Co warto zobaczyć będąc w Dominikanie?
Chciałoby się rzec, że wszystko. Kraj ten jest tak różnorodny, że do obejrzenia tu miejsc i rozrywki jest bez liku. W Bayahibe byliśmy 13 dni i nie omieszkaliśmy skorzystać z wycieczek, które były podróżą do raju, bo tego właśnie zawsze oczekujemy od miejsc, które wybieramy.
La Isla Saona
Budzik zadzwonił wcześnie rano. Pośpiesznie udaliśmy się na śniadanie, zabraliśmy potrzebne rzeczy i oczekiwaliśmy przed hotelem na Jadzię, która miała nas zabrać na wyprawę. Okazało się, że dziewczyna, która obok nas stała od 15 min, z włosami niczym afro, śniadą karnacją i oczami jak kasztany to była właśnie ona. Jadzia przyjechała jakiś czas temu do Dominikany ze swoim partnerem. Kupili oni bilet tylko w jedną stronę, bo wiedzieli, że kraj ten jest po prostu ich miejscem na ziemi. Dziewczyna uczyła się hiszpańśkiego od ekspedientki w sklepie, zwiedziła całą Dominikanie i znała ją jak swój własny kraj, idealnie wkomponowując się swoją urodą w świat tubylców.
Ruszyliśmy spod hotelu do portu, skąd wypłynęliśmy w stronę wyspy. Sternik nieźle zasuwał, pokonując sprawnie fale i bezpiecznie transportując nas na wybrzeże Saony. Zwiedziliśmy na niej cztery plaże. Pierwsza z nich to plaża oznaczona na mapie jako canto de La Playa. Znajduje się tu cudowny las palmowy i domek, w którym rzekomo ktoś mieszka, dzierżawiąc ziemię od państwa. Czuliśmy się tu jak dzieci. Rzucaliśmy się do rażącego wodnego lazuru, wygłupialiśmy się- po prostu doznaliśmy potężnej dawki endorfin.
Później wyruszyliśmy na zachód, odwiedzając rezerwat żółwi morskich. Spotkaliśmy się tam z bardzo fajnymi ludźmi w rezerwacie żółwi, którzy opowiedzieli o ich ochronie i przechowywaniu jaj. To straszne, co człowiek może zrobić przyrodzie. Dobrze, że nawet w tak odległych krajach istnieją miejsca, chcące ochronić tak ważne stworzenia. U Mano Juan napiliśmy się pysznego bezalkoholowego drinka Pina Colada i wtem ruszyliśmy odkryć plażę z El Toro.
Choć plaża była pełna glonów, które nie pachniały zachęcająco, kryła ona w sobie coś niezwykłego. Przedzierając się przez niewielką dżunglę docierało się tu do jeziora flamingów. W okresie, w którym my byliśmy, niestety jezioro było totalnie wysuszone. Natomiast w porze deszczowej można spotkać tu niepoliczalne ilości flamingów. Musi to być spektakularny widok.
Przedostatnim przystankiem była plaża ze słynną palmą Bounty. Można było tu odpocząć na leżaku, wpatrywać się w toń, bądź spacerować i napstrykać tyle zdjęć, ile zmieściło się w pamięć telefonu. Ta plaża jest niezwykła i bezkresna.
Ostatnim miejscem postoju był basen z rozgwiazdami. Zatrzymaliśmy się na mieliźnie pośród pięknych jachtów. Wskoczyliśmy do wody w maskach i naszym oczom co rusz ukazywały się pomarańczowe, czerwone i bordowe rozgwiazdy. Jako zwolennik życia tego, co w naturze przypominam, że nie wyciągamy ich z wody, bo to je po prostu uśmierca.
Do hotelu wróciliśmy późnym popołudniem, zmęczeni i szczęśliwi. Podekscytowani zdjęciami, wertowaliśmy galerię przy mamajuanie, a później poszliśmy spać w tym niekończącym się błogostanie.
Góra Czarownic na półwyspie Samana
Podróż na półwysep Samana rozpoczęła się od odwiedzenia Góry Czarownic ( Montana Redonda). Bardzo chcieliśmy zdążyć dotrzeć tam jeszcze przed pełną okrasą słońca, jednak w ten czas akurat postanowiło ono nie wychodzić zza chmurki. Nic się jednak nie stało złego, bo widoki tu nawet bez słońca były bajeczne, a dodatko zostaliśmy poczęstowani słodkimi bułkami i prawdziwym kakaem- niebo w gębie. 😀 Napstrykaliśmy tu multum fotek w różnych specjalnie przygotowanych punktach i ruszyliśmy na most El puente peatonal entre cayos de Samana. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o niewielki sklepik, w którym można było zaopatrzyć się w prawdziwe kakao, przyprawy i lokalne owoce.
Most pomiędzy wyspami na półwyspie Samana
Spacer po moście jest niezwykle urokliwy. Widać z niego morze, miasto, ładny hotel i bujną roślinność. Pomiędzy grudniem, a marcem natomiast okoliczne wody są miejscem, w którym żyją Humbaki. Maluchy szaleją tu w wodzie, po czym urządzają sobie drzemki przy powierzchni wody. Na pewno jest to niesamowity widok, który niestety w maju nie był nam dany.
Z kolei sam most to niezła inwestycja, która była budowana baaaardzo długo, bo taki też jest zapał pracujących tu ludzi. Most ten łączy trzy wyspy z półwyspem Samana. Niegdyś był obiektem westchnień Napoleona, później Brytyjczyków. teraz umożliwia po prostu dojście do hoteli.
Lasy namorzynowe Cano Frio i plaża Rincon
Kolejny punkt wycieczki rozpoczęliśmy od rejsu drewnianą łodzią po zatoce, gdzie rosną lasy namorzynowe. Jest to piękne miejsce, z bujną roślinnością i z lekką nutką adrenaliny- po pierwsze zastanawiające jest czy ktoś nie wpadnie z chyboczącej się łodzi do wody, a po drugie czy nie wyskoczy zaraz z wody pirania. 😆 Na szczęście po kilku metrach każdy wyluzował i mogliśmy podziwiać piękną przyrodę.
Po krótkim rejsie pomaszerowaliśmy do lokalnej knajpki, gdzie zjedliśmy proste, ale bardzo smaczne dania. Na stole królował kurczak, ryż, ryba, warzywa i soczyste owoce.Gdy wszystkie brzuchy były napełnione mieliśmy czas na leżakowanie na Playa Rincon. Uwaga na wejście tu do wody, bo jest zdradliwe. Na początku jest płytko, a później następuje konkretny spad i nie ma gruntu. Czas tu był bardzo sielski. Aż chciałoby się tu zostać cały dzień. Jednak czekały nas jeszcze inne atrakcje, do których ruszyliśmy łodzią.
Park Los Haitses i wyspa Bacardi
Uprzednio jednak musieliśmy dotrzeć do malutkiej mariny, skąd katamaran zabrał nas do parku narodowego Los Haitses i na wyspę Bacardi. Rejs po parku jest bardzo interesujący. Można tu odwiedzić namorzyny i odnaleźć różne formacje skalne. Ciekawostką jest fakt, że w namorzynach parku swoją przystań znajdują piękne jachty. Znajdują one tu schronienie w czasie huraganów.
Natomiast wyspa Bacardi to kwintesencja karaibskiego klimatu. Palmy, plaża, morze i do tego pina colada- czegóż chcieć więcej na zakończenie tego cudownego dnia? 😀
Oczywiście mogłabym opisać więcej miejsc, które można zobaczyć w Dominikanie, ale dlaczego miałabym to robić, skoro nie mogę obiektywie o nich opowiedzieć, bo ich nie odwiedziłam? 😉
Zabieram Cię teraz do równie bajecznego miejsca na świecie- na Malediwy! 🙂