Strona główna » Blog » Wyspy Zielonego Przylądka » Atrakcje na wyspie Sal
Co warto zobaczyć będąc na Sal
Wpadając w sidła sympatycznego Emanuela Żabki, wybraliśmy się na wycieczkę w celu odkrycia wyspy Sal. Zasiadając na pace pickupa, ruszyliśmy w nieznane. Najpierw pojechaliśmy do portowego miasteczka Palmeira, gdzie spotkaliśmy lokalnych rybaków na swoich łodziach. To właśnie tu tętni życie mieszkańców. Mieszkają oni tu i pracują w rybołówstwie. Każdego dnia wyruszają na połowy ryb, a także rozładowują importowany towar.
Kolejnym punktem była Buracona, w której można podziwiać ciekawe zjawisko pozwalające na obserwację dna oceanicznego w dziurze pomiędzy skałami. Odkrycie te tworzy się dzięki słońcu, które pomiędzy godziną 11, a 14 wpada wprost pomiędzy skały i tworzy niemal przezroczysty tunel w lazurowej wodzie Atlantyku. Kiedy w ciągu roku ocean się uspokaja, można także korzystać z kąpieli w zatoczkach po wulkanicznym kraterze.
Następnym punktem była pustynia, na której można było spotkać zjawisko fatamorgany. Na bezludnej przestrzeni bez roślin, na załamaniu horyzontów powstaje iluzja, która do złudzenia przypomina będącą w oddali wodę. Wszystko za sprawą zmian gęstości powietrza, będącego efektem zmian temperatury i załamań światła. Było to bardzo ciekawe doświadczenie.
Pora na kąpiel w Salinach w Pedra de Lume
Salinas de Pedra de Lume to bogactwo soli, które otrzymują mieszkańcy dzięki powstałym złożom soli w wulkanicznym kraterze. Można tam spotkać różne kolory symetrycznych zbiorników, które odpowiadają procesom powstawania soli. W jednym ze zbiorników można zażyć kąpieli, a raczej możliwe jest położenie się na wodzie, bo zasolenie zbiornika jest tak duże, że zostajemy uniesieni na jej powierzchnię.
Podczas kąpieli trzeba uważać na to, aby nie dotkąć oczu uprzednio zamoczonymi dłońmi, bo można narobić sobie nieprzyjemności. Obok saliny jest prysznic, z któego można skorzystać po wyjściu, a raczej koniecznie trzeba go użyć.
Zatoka rekinów
W zatoce rekinów niedaleko od salin można spotkać małe i większe żółte rekiny. Idąc w głąb oceanu (pamiętaj o butach do wody, można je również wypożyczyć), spotykamy małe rekiny, ochoczo pływające wokół nas. Im głębiej pójdziemy, tym większe spotkamy okazy. Rekiny nie są groźne. Gatunek cytrynowych jest jednym z najłagodniejszych rekinów. Poza tym tam naprawdę są one malutkie, mają maksymalnie metr. Jednak jak się stoi w wodzie, to czuć lekką adrenalinę. Tym bardziej że do brzegu jest kawałek drogi. Było to dosyć ciekawe doświadczenie, choć na Malediwach moje serce biło znacznie szybciej przy spotkaniu twarzą w twarz rekina czarnopłetwego. 🙂
Spacer po Santa Maria i lokalny obiad
Na koniec wycieczki udaliśmy się na spacer uliczkami miasta i zjedliśmy obiad w lokalnej restauracji, który serwował pyszną, świeżą rybę i ryż.
Santa Maria ma swoje blaski i cienie. Z jednej strony spotkamy tu ludzi ubranych w przepiękne kolory, uśmiechniętych i totalnie wyluzowanych. Natomiast z drugiej niestety biedę. Dzieci żyjące w skrajnym ubóstwie, psy pałętające się po śmietnikach- obraz ten nie napawa optymizmem. Dużo refleksji nachodziło mnie w tym miejscu. Afryka jest trudna do życia dla rodaków. Ciężko jest im się wybić, opuścić swój rodzinny kraj, zmienić stereotypy. Jest w tym kontynencie coś, co zawsze będzie przyciągać, ale też wzbudzać ostrożność.
Sal pokochałam za muzykę, za nastawienie do życia i za piękną plażę. Długo szukałam podobnego klimatu i równie pięknego wybrzeża. Dopiero w Dominikanie poczułam, że mieszkańcom również towarzyszy „no stress”, ale ty razem w rytmach bachaty.
A propos! Zobacz, jak wyglądała moja wyprawa do Dominikany!